Artykuły
Zasoby

Liczba odwiedzin
od 2005-03-22:
657612

Valid XHTML 1.0!
Reset Inter­ne­tu
Blog  2010-08-27 22:32  Blog, Czasopisma, Internet, Przechowywanie danych, Tworzenie stron WWW

Zanim Tim Berners-Lee stwo­rzył pod­wa­li­ny WWW, na świe­cie pro­wa­dzo­no już pró­by stwo­rze­nia sys­te­mów o du­żo więk­szych moż­li­wo­ściach. Na przy­kład sys­tem Xanadu po­zwa­lał jed­no­znacz­nie iden­ty­fi­ko­wać ser­we­ry i za­so­by, łat­wo wy­szu­ki­wać ma­teria­ły, prze­cho­wy­wać do­ku­men­ty w spo­sób nad­mia­ro­wy oraz – co naj­waż­niej­sze – w spo­sób trwa­ły łą­czyć in­for­mac­je od­noś­ni­ka­mi. W sys­te­mie Xanadu nie ist­nie­je od­po­wied­nik błę­du 404, gdyż nig­dy nie do­cho­dzi do sytu­acji, w któ­rej za­sób (wska­zy­wa­ny przez ja­kiś od­noś­nik) zni­ka bez śla­du.

Każdy z moich Czy­tel­ni­ków orien­tu­je się chy­ba, że ten nie­zwyk­le funkcjo­nal­ny, ale też skom­pli­ko­wa­ny sys­tem nie zo­stał sze­ro­ko roz­pow­szech­nio­ny. Od blis­ko 20 lat uży­wa­my pro­to­ko­łu HTTP, nie za­pew­nia­ją­ce­go żad­nej kon­tro­li nad spój­no­ścią in­for­mac­ji. Odnośnik, któ­ry dziś umie­ści­my w two­rzo­nym do­ku­men­cie, ju­tro mo­że wska­zy­wać na zu­peł­nie in­ną stro­nę, a po­jut­rze — pro­wa­dzić do­ni­kąd. Co gor­sza, o prob­le­mach z je­go funk­cjo­no­wa­niem nie do­wie­my się, do­pó­ki ktoś nie spró­bu­je z nie­go sko­rzys­tać.

Nic dziw­ne­go za­tem, że zna­ny pub­li­cy­sta PC Magazine, John Dvorak, na­rze­ka, że Inter­net za­mie­nił się w gi­gan­tycz­ny śmiet­nik, za­wie­ra­ją­cy ma­teria­ły, o któ­re nikt nie dba. Tymczaso­wo prze­cho­wa­ne w Sieci zdję­cia, za­ło­żo­ne te­sto­wo ser­wi­sy WWW, blo­gi, któ­re znu­dzi­ły się czy­tel­ni­kom i auto­rom, „mart­we” pro­fi­le w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych — to wszyst­ko nie tyl­ko zaj­mu­je miej­sce na ser­we­rach, ale za­śmie­ca też wy­ni­ki wy­szu­ki­wa­nia in­for­mac­ji, wo­dzi na ma­now­ce śle­py­mi od­noś­ni­ka­mi i upub­licz­nia pry­wat­ne in­for­mac­je, o któ­rych publi­kac­ji auto­rzy i właś­ci­cie­le być mo­że w ogó­le już nie pa­mię­ta­ją.

Problem w tym, że pro­po­no­wa­ne przez nie­go roz­wią­za­nie jest nie­re­al­ne i ab­sur­dal­ne. Jaki był­by cel w zar­chi­wi­zo­wa­niu ca­łej za­war­toś­ci WWW, wy­ka­so­wa­niu ser­we­rów i two­rze­nia wszyst­kie­go od no­wa? Bez dra­stycz­nych zmian w spo­so­bie prze­cho­wy­wa­nia i łą­cze­nia in­for­mac­ji – na przy­kład za­stą­pie­nia sys­te­mu WWW czymś na wzór Xanadu – Inter­net szyb­ko stał­by się tak sa­mo za­ba­ła­ga­nio­ny, jak przed „wiel­ką czy­stką”. Stałby się też uboż­szy, nie moż­na bo­wiem za­kła­dać, że za­pom­nia­ne, nie aktua­li­zo­wa­ne od daw­na stro­ny WWW są bez­uży­tecz­ne. Owszem, za­war­te w nich od­noś­ni­ki mo­gą być nie­po­praw­ne, nie umniej­sza to jed­nak zna­cze­nia sa­mej treś­ci. Czy bo­wiem wy­rzu­ca­my sta­re książ­ki co kil­ka lat, za­stę­pu­jąc je now­szy­mi, po­ten­cjal­nie bar­dziej aktu­al­ny­mi?

Ciekawym py­ta­niem, na­rzu­ca­ją­cym się po lek­tu­rze ar­ty­ku­łu, jest to, czy opusz­czo­ne stro­ny i blo­gi po­win­ny być – po okre­sie dłuż­szej nie­ak­tyw­no­ści – auto­ma­tycz­nie lik­wi­do­wa­ne. Z jed­nej stro­ny ogra­ni­cza­ło­by to „ba­ła­gan” w Inter­ne­cie: nie­po­waż­ne wpraw­ki do­mo­ro­słych auto­rów blo­gów zni­ka­ły­by po kil­ku mie­sią­cach lub la­tach od mo­men­tu znu­dze­nia się twór­cy. Z dru­giej jed­nak nie­któ­re za­pom­nia­ne stro­ny za­wie­ra­ją cie­ka­we treś­ci, któ­rych usu­nię­cie by­ło­by szko­dą dla wie­dzy zgro­ma­dzo­nej w Inter­ne­cie. Skrajnym przy­pad­kiem są zaś ma­teria­ły zgro­ma­dzo­ne przez oso­by, któ­re ode­szły z te­go świa­ta — czy w kil­ka mie­się­cy póź­niej pa­mięć o nich ma być za­cie­ra­na lik­wi­da­cją za­miesz­czo­nych przez nich za ży­cia treś­ci?

Najśmiesz­niej­sze w ca­łej spra­wie jest to, że Autor ar­ty­ku­łu, kry­ty­ku­jąc nad­miar nie­do­koń­czo­nych i za­pom­nia­nych stron WWW… sam przy­czy­nił się do po­wsta­wa­nia ta­kie­go ba­ła­ga­nu! Bez skrę­po­wa­nia pi­sze on o kil­ku blo­gach, któ­re za­ło­żył i opu­ścił oraz o usłu­gach, z któ­rych pró­bo­wał ko­rzy­stać i z któ­rych zre­zyg­no­wał, po­zo­sta­wia­jąc w Sieci róż­ne­go ro­dza­ju wir­tu­al­ne śmie­ci. Tymcza­sem za­miast po­ka­jać się i usu­nąć włas­ny ba­ła­gan, na­wo­łu­je do ska­so­wa­nia wszyst­kie­go i za­czę­cia od no­wa, nie bio­rąc pod uwa­gę, że każ­de­go dnia ro­dzą się dzie­siąt­ki lub set­ki Inter­nau­tów, któ­rzy w przy­szło­ści bę­dą się uczyć na włas­nych błę­dach, po­zo­sta­wia­jąc za so­bą me­ga­baj­ty bzdur.

Komentarzy: 3   Ostatni dodany 2010-09-02 o 13:59 przez: 
Filmy, fil­my, fil­my
Blog  2010-08-26 20:52  Blog, Media, Naprawianie świata, Rozrywka

W przedwczo­raj­szym wpi­sie ar­gu­men­to­wa­łem, że mi­kro­kom­pu­ter oso­bis­ty nie po­wi­nien słu­żyć do oglą­da­nia fil­mów. Przyszło mi to tym łat­wiej, że nie prze­pa­dam za fil­ma­mi, a oglą­da­nie więk­szoś­ci z nich uwa­żam za czys­tą stra­tę cza­su.

Zacząłem się przy tym jed­nak za­sta­na­wiać, czy sze­ro­ko roz­pow­szech­nio­ny pro­ce­der nie­le­gal­ne­go roz­pro­wa­dza­nia kopii fil­mów przez Inter­net nie po­wo­du­je przy­pad­kiem de­ge­ne­ra­cji ryn­ku. Skoro wszyst­ko jest za dar­mo, nie li­czy się tak na­praw­dę, czy pro­dukt wart był swo­jej ce­ny; da­ro­wa­ne­mu ko­nio­wi prze­cież nie pa­trzy się w zę­by. Zamiast po­waż­nej kry­ty­ki, roz­wo­ju dzia­łów fil­mo­wych w cza­so­pis­mach, orien­to­wa­nia się wśród zna­jo­mych na co war­to pójść — ma­my sie­ci P2P i ko­men­ta­rze na stro­nach z tor­ren­ta­mi: „tro­chę nud­ny, ale faj­ne efek­ty, moż­na og­ląd­nąć”.

Ja sam bar­dzo ce­nię swój czas, a wręcz wo­lę się „po­nu­dzić” czy­ta­jąc coś lub ukła­da­jąc pas­jan­sa, niż og­ląd­nąć w tym cza­sie ja­kiś nie­zbyt cie­ka­wy film. Tym trud­niej zro­zu­mieć mi tych, któ­rzy re­gu­lar­nie – cza­sem wręcz co­dzien­nie – oglą­da­ją fil­my. Owszem, ogląd­nię­cie Dwuna­stu gniew­nych lu­dzi, Siedmiu sa­mu­ra­jów czy Ojca chrzest­ne­go – by wy­mie­nić tyl­ko kil­ka z fil­mów, któ­re uwa­żam za wy­jąt­ko­we – to ol­brzy­mia przy­jem­ność. Niezależnie od in­dy­wi­dual­nych pre­fe­ren­cji, ileż jest jed­nak ta­kich war­toś­cio­wych fil­mów? Wątpię, by by­ło ich wy­star­cza­ją­co du­żo, by – na­wet za­kła­da­jąc chęć dwu- lub trzy­krot­ne­go ogląd­nię­cia każ­de­go z nich – wy­star­czy­ło na wię­cej niż sto czy dwie­ście sean­sów. Można do­li­czyć jesz­cze fil­my nie­co mniej war­toś­cio­we, lecz na­wet w ten spo­sób trud­no za­pew­nić so­bie wy­star­cza­ją­co du­żo ma­teria­łu, by oglą­dać je­den film co dwa-trzy dni przez kil­ka lat.

Ciekaw jes­tem, czy gdy­by nie­le­gal­ne roz­pow­szech­nia­nie kopii fil­mów by­ło bez­względ­nie nie­moż­li­we, przy­wią­zy­wa­li­byś­my więk­szą wa­gę do ja­koś­ci te­go, co oglą­da­my? Czy gdy­by ogląd­nię­cie fil­mu nie­od­mien­nie wią­za­ło się z pój­ściem do ki­na lub za­pła­ce­niem za wy­po­ży­cze­nie (choć­by z wy­ko­rzys­ta­niem inter­ne­to­wej wy­po­ży­czal­ni on-line, opi­sa­nej przeze mnie po­przed­nio), po­świę­ca­li­byś­my wię­cej cza­su na prze­czy­ta­nie re­cenzji te­go, co za­mie­rza­my og­ląd­nąć lub cze­goś, na co war­to wy­brać się w przy­szło­ści? A prze­de wszyst­kim — w któ­rą stro­nę po­szedł­by prze­mysł fil­mo­wy, gdy­by fil­my by­ły uważ­niej wy­bie­ra­ne przez pub­licz­ność, a nie oglą­da­ne dla za­bi­cia cza­su? Oczywiś­cie, nie ma co li­czyć na zmniej­sze­nie ko­mer­cja­li­zac­ji ki­na – gu­sta lu­dzi są prze­cież z grub­sza nie­zmien­ne – lecz mo­że rza­dziej po­wsta­wa­ły­by naj­mniej war­toś­cio­we „dzie­ła”.

Najciekaw­sze jest jed­nak to, co by się sta­ło z wol­nym cza­sem wie­lu lu­dzi, obec­nie prze­zna­cza­nym właś­nie na oglą­da­nie co­raz to ko­lej­nych, ścią­ga­nych na pęcz­ki z Inter­ne­tu fil­mów.

Komentarzy: 6   Ostatni dodany 2010-09-02 o 09:21 przez: 
Czy kom­pu­ter słu­ży do oglą­da­nia fil­mów?
Blog  2010-08-24 15:15  Blog, Internet, Media, Multimedia, Muzyka, Rozrywka, Sieci, Sprzęt, Technologie

Co ja­kiś czas na gru­pach dys­ku­syj­nych po­ja­wia się py­ta­nie o do­bór sprzę­tu kom­pu­te­ro­we­go od­po­wied­nie­go do od­twa­rza­nia fil­mów. Moja od­po­wiedź na nie jest od daw­na ta­ka sa­ma: kom­pu­ter oso­bis­ty nie po­wi­nien w ogó­le słu­żyć do te­go ce­lu. Od daw­na ist­nie­ją bo­wiem wie­lo­funk­cyj­ne od­twa­rza­cze mul­ti­me­dial­ne, bę­dą­ce de fac­to spe­cja­li­zo­wa­ny­mi, zam­knię­ty­mi w ma­lut­kiej obu­do­wie mik­ro­kom­pu­te­ra­mi, wy­po­sa­żo­ny­mi w za­szy­te w pa­mię­ci ROM opro­gra­mo­wa­nie ma­ją­ce tyl­ko je­den cel: jak naj­prost­sze i zaj­mu­ją­ce naj­mniej cza­su od­two­rze­nie ma­teria­łu mul­ti­me­dial­ne­go.

Pierwsze te­go ty­pu urzą­dze­nia by­ły – jak na dzi­siej­sze stan­dar­dy – nie­zmier­nie ogra­ni­czo­ne. Odtwarzać moż­na by­ło je­dy­nie fil­my VCDDVD oraz mu­zy­kę z płyt CD; nie­któ­re mo­de­le ofe­ro­wa­ły do­dat­ko­wo moż­li­wość prze­glą­da­nia ga­lerii zdjęć. Obecnie trud­no zna­leźć mo­del nie ob­słu­gu­ją­cy pli­ków AVI (wraz z co naj­mniej kil­ko­ma sto­so­wa­ny­mi w ich przy­pad­ku for­ma­ta­mi kom­pre­sji obra­zu i dźwię­ku), MPEG i in­nych, sto­so­wa­nych do za­pi­su ma­teria­łu wideo. Powszech­na jest już ob­słu­ga dźwię­ku za­pi­sa­ne­go w pli­kach MP3. Coraz rza­dziej prob­le­my spra­wia­ją też na­pi­sy, częs­to to­wa­rzy­szą­ce fil­mom nie­zbyt le­gal­ne­go po­cho­dze­nia. Dopiero jeś­li ktoś chce na ekra­nie te­le­wi­zo­ra prze­glą­dać WWW i ko­mu­ni­ko­wać się ze zna­jo­my­mi, za­sad­ne wy­da­je się roz­pa­try­wa­nie ko­rzy­sta­nia z peł­no­praw­ne­go kom­pu­te­ra — choć i w tym przy­pad­ku moż­na już zna­leźć spe­cja­li­zo­wa­ne urzą­dze­nia dys­po­nu­ją­ce ta­ką funkcjo­nal­noś­cią (a w przy­szło­ści sta­nie się to pew­nie stan­dar­dem).

Zawsze znaj­dzie się jed­nak ktoś, kto bę­dzie ar­gu­men­to­wał, że w przy­pad­ku mi­kro­kom­pu­te­ra oso­bis­te­go ob­słu­ga for­ma­tów obra­zu i dźwię­ku bę­dzie peł­niej­sza, lub że moż­na od­twa­rzać fil­my z dys­ku twar­de­go lub przez sieć (co zresz­tą jest moż­li­we i w przy­pad­ku nie­któ­rych mo­de­li spe­cja­li­zo­wa­nych od­twa­rza­czy). Nawet, je­że­li to praw­da, to w za­mian otrzy­mu­je się ca­ły sze­reg wad. Komputer oso­bis­ty zaw­sze bę­dzie gło­śniej­szy, niż sta­cjo­nar­ny od­twa­rzacz przy­zwoitej kla­sy — choć­by z rac­ji znacz­nie więk­sze­go po­bo­ru mo­cy i obec­no­ści co naj­mniej jed­ne­go wen­ty­la­to­ra. Również stan­dar­do­we na­pę­dy op­tycz­ne nie cha­rak­te­ry­zu­ją się zbyt wy­so­ką kul­tu­rą pra­cy i choć z wy­ko­rzys­ta­niem od­po­wied­nie­go opro­gra­mo­wa­nia moż­na nie­co opa­no­wać ich ha­ła­śli­wość, wciąż da­le­ko im bę­dzie do za­mon­to­wa­nych na gu­mo­wym za­wie­sze­niu, nis­ko­obro­to­wych na­pę­dów do­brych od­twa­rza­czy. Pomijam już kwe­stię este­ty­ki kom­pu­te­ra (na­wet prze­noś­ne­go) sto­ją­ce­go w sa­lo­nie lub in­nym re­pre­zen­ta­cyj­nym po­mie­szcze­niu słu­żą­cym roz­ryw­ce.

Obawiam się, że po­wo­dem tak chęt­ne­go wy­ko­rzy­sty­wa­nia kom­pu­te­ra do od­twa­rza­nia fil­mów jest tak na­praw­dę oglą­da­nie kopii po­bra­nych z Inter­ne­tu. Owszem, jes­tem w sta­nie wy­ob­ra­zić so­bie ki­no­ma­na, któ­ry co chwi­lę ku­pu­je no­wy film, re­gu­lar­nie po­wra­ca do star­szych na­byt­ków i dla któ­re­go je­dy­nym spo­so­bem za­pa­no­wa­nia nad roz­ra­sta­ją­cą się ko­lek­cją jest prze­cho­wy­wa­nie wszyst­kie­go na jed­nym dys­ku twar­dym. Czy jed­nak ty­po­wy kon­su­ment sztu­ki fil­mo­wej, ku­pu­ją­cy w naj­lep­szym przy­pad­ku po kil­ka płyt rocz­nie, po­trze­bu­je do­stęp­nej non-stop bi­blio­te­ki mul­ti­me­diów, moż­li­woś­ci od­twa­rza­nia fil­mów przez sieć oraz elas­tycz­noś­ci ob­słu­gi róż­no­rod­nych for­ma­tów kom­pre­sji obra­zu wideo? Najczęściej nie — są to jed­nak pod­sta­wo­we ce­chy po­trzeb­ne do wy­god­ne­go oglą­da­nia fil­mów, któ­re zo­sta­ły po­bra­ne z Sieci, nie bę­dą za­pi­sa­ne na noś­ni­ku op­tycz­nym i mo­gą być nie­zmier­nie ta­nio gro­ma­dzo­ne w dzie­siąt­kach i set­kach na dys­kach twar­dych.

Na Za­cho­dzie prob­lem ku­po­wa­nia i oglą­da­nia fil­mów roz­wią­zu­je się obec­nie two­rząc wy­po­ży­czal­nie. Ale nie wy­po­ży­czal­nie w sta­rym te­go sło­wa zna­cze­niu, z któ­rych przy­no­si się do do­mu naj­zwyk­lej­szą pły­tę DVD, oglą­da do wo­li przez okreś­lo­ny czas po czym znów od­no­si, ewen­tu­al­nie bio­rąc od ra­zu ko­lej­ny film. Aby sko­rzys­tać z no­wo­czes­nej wy­po­ży­czal­ni, ku­pu­je się ter­mi­nal wideo, pod­łą­cza do Inter­ne­tu i akty­wu­je sub­skryp­cję. Od te­go mo­men­tu nie trze­ba się mar­twić pły­ta­mi, dys­ka­mi i ma­ga­zy­na­mi — po pros­tu oglą­da się wy­bra­ne fil­my. Dzięki bra­ko­wi fi­zycz­nych pla­có­wek ce­na za „wy­po­ży­cze­nie” fil­mu jest nie­wiel­ka, przez co po­cząt­ko­wa in­wes­tyc­ja w urzą­dze­nie szyb­ko się zwró­ci. Nie trze­ba też nig­dzie cho­dzić i szu­kać drob­nych: oglą­da się do­wol­nie wy­bra­ny film, co naj­wy­żej za­ma­wia­jąc go wcześ­niej (by mógł zo­stać po­bra­ny do bu­fo­ra urzą­dze­nia), przez ca­ły czas ma się kon­tro­lę nad wy­dat­ka­mi, a raz na mie­siąc re­gu­lu­je się ra­chu­nek prze­le­wem elek­tro­nicz­nym. Za do­dat­ko­wą opła­tą moż­na też otrzy­mać rów­nież nie­ogra­ni­czo­ną (przez mie­siąc) moż­li­wość oglą­da­nia wy­bra­nych se­ria­li i pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych.

Niestety, nie wró­żę – przy­naj­mniej na ra­zie – wiel­kiej po­pu­lar­noś­ci te­go ty­pu usłu­gom w Polsce. Najgło­śniej dy­sku­to­wa­ną kwe­stią mog­ło­by się oka­zać to, czy łat­wo jest sko­pio­wać so­bie film prze­cho­wy­wa­ny w bu­fo­rze urzą­dze­nia, po­dzie­lić się nim ze zna­jo­my­mi lub dać ściąg­nąć in­nym. Obawiam się też, że ci, któ­rzy obec­nie oglą­da­ją naj­wię­cej fil­mów, nie byli­by wca­le skłon­ni pła­cić za swo­je hob­by — choć­by na­wet nie mu­sie­li dzię­ki te­mu in­we­sto­wać w sprzęt kom­pu­te­ro­wy i mog­li cie­szyć się lep­szą ja­koś­cią obra­zu i dźwię­ku.

Komentarzy: 10   Ostatni dodany 2010-08-28 o 16:04 przez: 
Czemu słu­żą dłu­gie adre­sy URI?
Blog  2010-08-23 16:58  Blog, Internet, Naprawianie świata, Tworzenie stron WWW

Od dłuż­sze­go cza­su spo­ra część (je­że­li nie więk­szość) ser­wi­sów inter­ne­to­wych sto­su­je bez­po­śred­nie, sta­łe adre­sy wia­do­moś­ci, bu­do­wa­ne nie na ba­zie uni­ka­to­wych iden­ty­fi­ka­to­rów wpi­sów w ba­zie da­nych, lecz ty­tu­łów tych wpi­sów. Na przy­kład, in­for­mac­ja o tym, że Britney Spears zjad­ła na ko­la­cję ho­ma­ra, za­miast pod adre­sem koń­czą­cym się na przy­kład /news/?id=12345 bę­dzie do­stęp­na pod adre­sem po­dob­nym do /news/Britney-Spears-zjadla-ho­ma­ra-na-kolacje.

Za każ­dym ra­zem, gdy wi­dzę ta­ką for­mę adre­su URI, za­sta­na­wiam się na no­wo: cze­mu to ni­by słu­ży? Rozbudo­wa­ne adre­sy URI nie są naj­częś­ciej prze­zna­czo­ne dla lu­dzi: prze­glą­dar­ka WWW ko­rzys­ta z nich, by do­stać się do od­po­wied­nie­go za­so­bu i prze­ka­zać mu nie­zbęd­ne pa­ra­met­ry. Oczywiś­cie, użyt­kow­nik mu­si dys­po­no­wać moż­li­woś­cią wpi­sa­nia zna­ne­go adre­su URI i wejś­cia na wy­bra­ną stro­nę bez ko­niecz­noś­ci ko­rzys­ta­nia z ser­wi­sów wy­szu­ku­ją­cych — jed­nak w tym mo­men­cie pa­sek adre­su mógł­by w za­sa­dzie na­wet zni­kać z ok­na prze­glą­dar­ki, ja­ko nie­przy­dat­ny użyt­kow­ni­ko­wi szcze­gół tech­nicz­ny i re­likt cza­sów pros­tej, sta­tycz­nej sie­ci WWW.

Wyszuki­wa­nie in­for­mac­ji w spo­sób tek­sto­wy zaw­sze jest wol­niej­sze, niż in­dek­so­wa­nie licz­ba­mi. Łatwo za­tem wy­ciąg­nąć wnio­sek, że ta­ka for­ma za­pi­su adre­sów URI tyl­ko spo­wal­nia dzia­ła­nie ser­we­rów inter­ne­to­wych. Byłoby to uza­sad­nio­ne, gdy­by zy­ski­wał na tym czy­tel­nik ser­wi­su. Tak jed­nak nie jest: ty­tuł wpi­su jest po­ka­zy­wa­ny prze­cież w na­głów­ku ok­na prze­glą­dar­ki, a naj­częś­ciej rów­nież na sa­mej stro­nie i nikt przy zdro­wych my­ślach nie bę­dzie pró­bo­wał od­czy­tać go z pa­ska adre­su. Przy otwie­ra­niu od­noś­ni­ków lub ko­pio­wa­niu ich adre­sów rów­nież trud­no do­szu­kać się ja­kie­go­kol­wiek zy­sku z ich czy­tel­niej­szej dla czło­wie­ka for­my. Natomiast w mo­men­cie, gdy nie moż­na sko­rzys­tać ze schow­ka i trze­ba prze­pi­sać od­noś­nik ręcz­nie, ta­ka wy­dłu­żo­na for­ma mo­że do­pro­wa­dzić do furii. Jakiś czas te­mu ko­rzy­sta­łem in­ten­sy­wnie ze zdal­ne­go pul­pi­tu VNC, nie ofe­ru­ją­ce­go syn­chro­ni­za­cji schow­ka i za każ­dym ra­zem, gdy tra­fia­łem na ja­kiś od­noś­nik, mu­sia­łem prze­pi­sać go znak po zna­ku z pul­pi­tu zdal­ne­go do pa­ska adre­su uru­cho­mio­nej lo­kal­nie prze­glą­dar­ki. W przy­pad­ku zwyk­łych, pros­tych adre­sów, skła­da­ją­cych się z kil­ku­nas­tu lub kil­ku­dzie­się­ciu zna­ków, nie by­ło żad­ne­go prob­le­mu. Gdy jed­nak tra­fia­łem na ta­kie wy­dłu­żo­ne mon­strum, prze­pi­sa­nie adre­su zaj­mo­wa­ło od­po­wied­nio wię­cej cza­su, a ry­zy­ko po­peł­nie­nia błę­du ro­sło nie­po­mier­nie.

Długie adre­sy URI prze­szka­dza­ją też pod­czas pi­sa­niu ar­ty­ku­łów. Zazwyczaj sta­ram się, by ża­den z wier­szy tek­stu źród­ło­we­go XHTML nie był dłuż­szy niż 80 zna­ków, a okno edy­to­ra tek­stu mam roz­ciąg­nię­te aku­rat tak, by mie­ścił się w nim ideal­nie właś­nie tak sfor­ma­to­wa­ny tekst. Adresów URI nie wol­no jed­nak ła­mać i wy­star­czy, by tra­fił się je­den o dłu­goś­ci prze­kra­cza­ją­cej 60-70 zna­ków, a wy­god­ne ogar­nię­cie wzro­kiem ca­łe­go aka­pi­tu tek­stu sta­je się nie­moż­li­we.

Osobiście uwa­żam, że za ta­ką for­mą adre­sów URI nie stoi ża­den ar­gu­ment tech­nicz­ny. Powód jest chy­ba tyl­ko je­den: po pros­tu da się. Obecnie me­cha­niz­my ty­pu URI rewrite są stan­dar­do­wym wy­po­sa­że­niem każ­de­go ser­we­ra HTTP, a ko­rzys­ta­nie z nich jest „mod­ne”. Owszem, cza­sem do­brze za­sto­so­wa­na wir­tu­al­na adre­sa­cja za­so­bów ser­wi­su po­pra­wia je­go ja­kość i ukry­wa nie­po­trzeb­ne szcze­gó­ły im­ple­men­ta­cyj­ne — oba­wiam się jed­nak, że znacz­nie częś­ciej, niż z do­bry­mi za­sto­so­wa­nia­mi ma­my do czy­nie­nia po pros­tu z nad­gor­li­wo­ścią.

Komentarzy: 6   Ostatni dodany 2010-08-23 o 21:31 przez: 
Problemy z funk­cjo­no­wa­niem łą­cza sie­cio­we­go
Komunikaty techniczne  2010-08-22 11:11  Komunikaty techniczne

Dzisiaj od go­dzi­ny 10:30 wy­stę­pu­ją okre­so­we prob­le­my z funk­cjo­no­wa­niem sie­ci szkie­le­to­wej do­staw­cy łą­cza inter­ne­to­we­go. W efek­cie co ja­kiś czas ser­wis www.grush.one.pl jest nie­dos­tęp­ny z Inter­ne­tu. Powód prob­le­mów oraz czas usu­nię­cia uster­ki są na ra­zie nie­zna­ne.

Czy za in­for­mac­je trze­ba bę­dzie pła­cić?
Blog  2010-08-22 09:56  Blog, Czasopisma, Internet, Media

Stało się. Rupert Murdoch naj­pierw ostrze­gał, a nie­daw­no wpro­wa­dził opła­ty za ko­rzys­ta­nie z naj­waż­niej­szych inter­ne­to­wych ser­wi­sów in­for­ma­cyj­nych: wit­ryn The Times oraz The Sunday Times. W ra­mach pro­moc­ji pierw­si użyt­kow­ni­cy otrzy­ma­li moż­li­wość ko­rzys­ta­nia z publi­ko­wa­nych treś­ci przez 30 dni za je­dy­nie £1; do­ce­lo­wo opła­ty ma­ją wy­no­sić £1 za je­den dzień ko­rzys­ta­nia z ser­wi­su lub £2 ty­god­nio­we­go abo­na­men­tu. Około zło­tów­ki dzien­nie za do­stęp do naj­śwież­szych in­for­mac­ji — ta­ka kwo­ta nie jest wy­gó­ro­wa­na i mo­że być po­rów­ny­wa­na z ce­na­mi kla­sycz­nych, pa­pie­ro­wych dzien­ni­ków.

Problem w tym, że Inter­nau­ci przy­zwy­czaili się już do te­go, że ser­wi­sy in­for­ma­cyj­ne do­stęp­ne są bez ko­niecz­noś­ci uisz­cza­nia ja­kich­kol­wiek opłat. Oczywiś­cie, ich pro­wa­dze­nie jest kosz­tow­ne, jed­nak obo­wią­zu­je prze­ko­na­nie, że kosz­ty te po­win­ny być po­kry­wa­ne w ca­ło­ści z re­klam oraz in­nych pro­fi­li dzia­łal­no­ści. Gdyby The TimesThe Sunday Times by­ły je­dy­ny­mi – lub przy­naj­mniej jed­ny­mi z nie­licz­nych – ser­wi­sa­mi in­for­ma­cyj­ny­mi w Inter­ne­cie, wpro­wa­dze­nie opłat mogłoby przejść bez więk­sze­go echa i bez zna­czą­ce­go spad­ku licz­by od­wie­dzin. Przy bo­ga­tej i wciąż dar­mo­wej kon­ku­ren­cji nie wi­dzę jed­nak zbyt du­żych szans na suk­ces.

Efektem pierw­sze­go mie­sią­ca po­bie­ra­nia opłat (ich wpro­wa­dze­nie na­stą­pi­ło 15 lip­ca) jest spa­dek licz­by od­wie­dzin o 23. To w su­mie nie tak tra­gicz­nie — naj­bar­dziej pe­sy­mi­stycz­ne prog­no­zy mó­wi­ły, że pła­cić zde­cy­du­je się co dzie­sią­ty re­gu­lar­ny czy­tel­nik ser­wi­sów. Należy jed­nak wziąć pod uwa­gę, że ma­my wciąż do czy­nie­nia z efek­ta­mi przy­zwy­cza­je­nia oraz pro­moc­ji. Ci, któ­rzy te­raz za­ła­pa­li się jesz­cze na mie­sięcz­ną sub­skryp­cję, mo­gą zna­leźć sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cą ich alter­na­ty­wę w po­sta­ci in­nych, dar­mo­wych ser­wi­sów in­for­ma­cyj­nych. Możliwe, że za pół ro­ku czy rok fak­tycz­nie licz­ba od­wie­dzin spad­nie do 10% do­tych­cza­so­wej.

Czy ozna­cza to, że w Inter­ne­cie nie ma miej­sca na płat­ne in­for­mac­je? Bynaj­mniej. Niektóre gru­py za­wo­do­we nie bę­dą w ogó­le przej­mo­wały się tak drob­ny­mi opła­ta­mi. Makler gieł­do­wy, ana­li­tyk przed­się­bior­stwa czy rzecz­nik mi­ni­ster­stwa na pew­no nie bę­dzie pła­kał z po­wo­du mie­sięcz­nej opła­ty £8, je­że­li w za­mian otrzy­ma in­for­mac­je wy­so­kiej ja­koś­ci, w for­mie, do któ­rej jest przy­zwy­cza­jo­ny od lat. Dla ko­goś, kto po­trze­bu­je in­for­mac­ji, by za­ra­biać, pła­ce­nie za ja­kość bę­dzie na­tu­ral­ne i opła­cal­ne.

W przy­pad­ku „zwyk­łych zja­da­czy chle­ba” de­cy­zja nie bę­dzie tak pros­ta. Po pierw­sze, ist­nie­je sze­ro­ki wy­bór ser­wi­sów in­for­ma­cyj­nych i jest ma­ło praw­do­po­dob­ne, by w naj­bliż­szej przy­szło­ści wszyst­kie sta­ły się płat­ne. Po dru­gie, prze­cięt­ny czy­tel­nik nie jest przy­wią­za­ny do ja­kiejś kon­kret­nej for­my pre­zen­tac­ji in­for­mac­ji i chęt­nie zmie­ni swo­je przy­zwy­cza­je­nia, je­że­li dzię­ki te­mu oszczę­dzi nie­co pie­nię­dzy. Po trze­cie zaś, po­wszech­ność dar­mo­wej in­for­mac­ji po­wo­du­je, że płat­ne ser­wi­sy są uzna­wa­ne za cie­ka­wo­stkę, któ­rą na­le­ży jed­nak omi­jać jak naj­szer­szym łu­kiem.

W Polsce ist­nie­ją już po­je­dyn­cze ser­wi­sy, wy­ma­ga­ją­ce uisz­cze­nia za­pła­ty za do­stęp do wy­bra­nych ma­teria­łów. Wielkie por­ta­le inter­ne­to­we wciąż jed­nak udo­stęp­nia­ją swo­je treś­ci za dar­mo i choć ist­nie­ją już pla­ny wpro­wa­dze­nia płat­nych dzia­łów spe­cjal­nych, nie ocze­ki­wał­bym peł­nej od­płat­no­ści za do­stęp do ar­ty­ku­łów publi­ko­wa­nych na ła­mach ser­wi­sów ta­kich jak Onet.pl czy WP.pl.

Komentarzy: 3   Ostatni dodany 2010-08-22 o 23:23 przez: 
Wykrywa­nie przy­czyn uszko­dzeń — bat na oszu­stów, ober­wie się i pra­wo­rząd­nym
Blog  2010-08-21 18:27  Apple, Blog, Elektronika, Technologie

Udziela­na przez pro­du­cen­ta dłu­go­trwa­ła gwa­ran­cja pra­wid­ło­we­go dzia­ła­nia urzą­dze­nia to jed­na z bar­dziej in­te­re­su­ją­cych kon­su­men­tów cech pro­duk­tu. Nikomu prze­cież nie za­le­ży, by pro­dukt – cza­sem do­syć kosz­tow­ny – po kil­ku mie­sią­cach ze­psuł się, zmu­sza­jąc do za­ku­pu ko­lej­ne­go eg­zem­pla­rza. Progra­my gwa­ran­cyj­ne sta­no­wią do­sko­na­ły ele­ment pro­moc­ji, a dłu­gi ok­res gwa­ran­cji to in­for­mac­ja dla klienta, że da­ne urzą­dze­nie jest nie­za­wod­ne.

Oczywiś­cie, życz­li­wość pro­du­cen­ta w za­kre­sie na­pra­wy lub wy­mia­ny usz­ko­dzo­nych pro­duk­tów by­wa cza­sem nad­uży­wa­na. Nie na­le­żą do rzad­ko­ści opo­wie­ści o pró­bie uzys­ka­nia wy­mia­ny gwa­ran­cyj­nej urzą­dzeń usz­ko­dzo­nych ewi­dent­nie z wi­ny użyt­kow­ni­ka. Szczytem wszyst­kie­go by­ła seria py­tań na gru­pie dys­ku­syj­nej pl.comp.pe­cet, ma­ją­cych na ce­lu okreś­le­nie naj­sku­tecz­niej­szych spo­so­bów bez­in­wa­zyj­ne­go i nie po­zo­sta­wia­ją­ce­go śla­dów usz­ko­dze­nia pod­ze­spo­łów elek­tro­nicz­nych, w ce­lu uzys­ka­nia wy­mia­ny mi­kro­pro­ce­so­rów i dys­ków twar­dych po­przed­niej ge­ne­ra­cji na naj­now­sze pro­duk­ty.

Nic dziw­ne­go za­tem, że pro­du­cen­ci sta­ra­ją się za­bez­pie­czać przed na­cią­ga­cza­mi. Na przy­kład fir­ma Apple opra­co­wu­je tech­ni­kę wy­kry­wa­nia ura­zów me­cha­nicz­nych i nie­auto­ry­zo­wa­ne­go do­stę­pu do urzą­dze­nia. Urządze­nia ko­rzys­ta­ją­ce z ta­kie­go me­cha­niz­mu za­pi­sy­wa­ły­by w wy­dzie­lo­nym, chro­nio­nym blo­ku pa­mię­ci in­for­mac­je o wszyst­kich nie­stan­dar­do­wych zda­rze­niach: sil­nych przy­spie­sze­niach, nie­właś­ci­wych na­pię­ciach po­ja­wia­ją­cych się na sty­kach gniazd, obec­no­ści cie­czy we­wnątrz urzą­dze­nia czy wresz­cie otwie­ra­niu obu­do­wy. Autory­zo­wa­ny ser­wis po otrzy­ma­niu nie­spraw­ne­go urzą­dze­nia był­by w sta­nie od­two­rzyć hi­sto­rię je­go użyt­ko­wa­nia i okreś­lić, czy uszko­dze­nie jest efek­tem ist­nie­nia wa­dy fa­brycz­nej, czy dzia­ła­nia użyt­kow­ni­ka.

Oczywiś­cie, pro­du­cen­ci ma­ją pra­wo bro­nić się przed oszu­stwa­mi. Mam jed­nak pew­ne oba­wy, czy te­go ty­pu me­cha­niz­my nie zo­sta­ną też wy­ko­rzys­ta­ne prze­ciw­ko ucz­ci­wym użyt­kow­ni­kom. Wystar­czy, by urzą­dze­nie raz do­świad­czy­ło upad­ku (bez ne­ga­tyw­ne­go skut­ku), a każ­da ko­lej­na uster­ka – w tym wy­ni­ka­ją­ca z wa­dy fa­brycz­nej! – mo­że zo­stać od­rzu­co­na przez ser­wis ja­ko efekt nie­właś­ci­we­go użyt­ko­wa­nia. Owszem, moż­na ar­gu­men­to­wać, że być mo­że ujaw­nie­nie się uster­ki zo­sta­ło spo­wo­do­wa­ne ura­zem me­cha­nicz­nym, jed­nak to nie użyt­kow­nik ma udo­wad­niać, że tak nie by­ło.

Ciekaw też jes­tem, jak te­ me­cha­niz­my bę­dą się mia­ły do pra­wo­daw­stwa nie­któ­rych państw. Na przy­kład w Polsce kon­su­ment jest chro­nio­ny po­dwój­nie: oprócz umo­wy gwa­ran­cyj­nej, na­wią­zy­wa­nej bez­po­śred­nio z pro­du­cen­tem lub dy­stry­bu­to­rem pro­duk­tu, sprze­daw­cę obo­wią­zu­je usta­wo­wy obo­wią­zek za­pew­nie­nia zgod­no­ści to­wa­ru z umo­wą, co w prak­ty­ce ozna­cza ko­niecz­ność wy­mia­ny nie­spraw­nych urzą­dzeń. Bez do­stę­pu do re­je­stru uste­rek, usz­ko­dze­nia nie pod­le­ga­ją­ce wy­mia­nie w ra­mach gwa­ran­cji bę­dą wciąż mog­ły kwa­li­fi­ko­wać urzą­dze­nie do wy­mia­ny przez sprze­daw­cę.

Jest też bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że – po­dob­nie jak w przy­pad­ku te­le­fo­nów ko­mór­ko­wych i ich nu­me­rów IMEI czy blo­kad SIM – roz­wi­nie się szyb­ko sieć pół-le­gal­nych punk­tów usłu­go­wych, ofe­ru­ją­cych ka­so­wa­nie re­je­stru uste­rek. W ta­kim przy­pad­ku me­cha­nizm, któ­ry miał za­gwa­ran­to­wać pro­du­cen­to­wi ochro­nę przed oszu­stwa­mi, mo­że stać się spo­so­bem na utrud­nie­nie ich wy­kry­cia. Chyba, że punk­ty ser­wi­so­we prze­sta­ną wie­rzyć za­pi­som znaj­du­ją­cym się w re­je­strze i – jak daw­niej – bę­dą szu­kać fi­zycz­nych śla­dów uszko­dzeń. Tylko po co mon­to­wać w ta­kim przy­pad­ku skom­pli­ko­wa­ne i kosz­tow­ne ob­wo­dy diag­no­stycz­ne?

Komentarzy: 7   Ostatni dodany 2010-08-24 o 16:59 przez: 
Przerwa w do­stęp­noś­ci ser­we­ra
Komunikaty techniczne  2010-08-19 22:57  Komunikaty techniczne

Z po­wo­du awarii w nie­okre­ślo­nym miej­scu sie­ci do­staw­cy łą­cza, ser­wis www.grush.one.pl był nie­dos­tęp­ny dzi­siaj w go­dzi­na­ch od 20:00 do 22:00. W chwi­li obec­nej łą­cze wy­da­je się pra­co­wać cał­ko­wi­cie po­praw­nie.

Niewidzial­ni lu­dzie
Blog  2010-08-18 21:09  Blog, Internet, Komunikatory, Naprawianie świata, Oprogramowanie, Poczta elektroniczna, Sieci

Poczta elek­tro­nicz­na (e-mail) sta­no­wi je­den z prze­ło­mo­wych wy­na­laz­ków, zmie­nia­ją­cych spo­sób ko­mu­ni­ko­wa­nia się lu­dzi i zmie­nia­ją­cych tem­po ży­cia. Niestety, nie jest ona zbyt wia­ry­god­nym środ­kiem po­ro­zu­mie­wa­nia się. Wysłana wia­do­mość nie mu­si do­trzeć do adre­sa­ta, a o prob­le­mach z prze­sył­ką na­daw­ca mo­że do­wie­dzieć się do­pie­ro po pa­ru go­dzi­na­ch czy dniach (lub wręcz nig­dy). Nawet, je­że­li list po­myśl­nie do­trze pod adres do­ce­lo­wy, adre­sat mo­że nie ode­brać go ze skrzyn­ki przez do­wol­nie dłu­gi czas. A je­że­li dy­sku­sja pro­wa­dzo­na pocz­tą elek­tro­nicz­ną doj­dzie już do skut­ku, jej ob­słu­ga – z ko­niecz­noś­cią przy­go­to­wa­nia od­po­wie­dzi, wy­sła­nia jej z ca­łym na­rzu­tem na­głów­ków, cy­to­wa­ne­go tek­stu oraz syg­na­tu­ry i śle­dze­nia wąt­ku dy­sku­sji – nie mo­że być naz­wa­na wy­god­ną.

Aby zlik­wi­do­wać te wa­dy, wy­my­ślo­no ko­mu­ni­ka­to­ry inter­ne­to­we. Podstawo­wym ce­lem tej kla­sy pro­gra­mów jest sca­le­nie funkcjo­nal­noś­ci te­le­fo­nu (moż­li­wość na­wią­za­nia kon­tak­tu w spo­sób gwa­ran­tu­ją­cy uzys­ka­nie od­po­wie­dzi) i pocz­ty elek­tro­nicz­nej (po­ro­zu­mie­wa­nie się za po­mo­cą tek­stu pi­sa­ne­go) oraz uprosz­cze­nie ko­mu­ni­kac­ji. Okna roz­mo­wy po­zwa­la­ją na bie­żą­co śle­dzić wy­po­wie­dzi wszyst­kich stron, a wia­do­moś­ci po­ja­wia­ją się w nich pra­wie na­tych­miast po na­ciś­nię­ciu kla­wi­sza Enter przez na­daw­cę. Co jed­nak naj­waż­niej­sze, moż­li­we jest spraw­dze­nie, czy adre­sat sie­dzi aku­rat przy kom­pu­te­rze i po­wi­nien szyb­ko udzie­lić od­po­wie­dzi, czy też jest nie­obec­ny. Zrealizo­wa­no to wpro­wa­dza­jąc trzy pod­sta­wo­we sta­ny, w któ­rych mo­że znaj­do­wać się pro­gram ko­mu­ni­ka­to­ra: do­stęp­ny (peł­na wo­la pro­wa­dze­nia roz­mów), nie­obec­ny (roz­mów­ca mo­że nie być w sta­nie udzie­lać szyb­ko od­po­wie­dzi, lub wręcz przez dłuż­szy czas nie bę­dzie go w po­bli­żu kom­pu­te­ra) i nie­dos­tęp­ny (kom­pu­ter użyt­kow­ni­ka jest wy­łą­czo­ny).

Wszystko by­ło­by w po­rząd­ku, gdy­by ja­kiś przed­się­bior­czy pro­gra­mis­ta nie wpadł na po­mysł, by do­dać jesz­cze je­den stan: nie­wi­docz­ny.

Osoba nie­wi­docz­na jest w sta­nie ob­ser­wo­wać stan in­nych użyt­kow­ni­ków i pro­wa­dzić z ni­mi roz­mo­wy, dla nich jed­nak wy­da­jąc się nie­dos­tęp­ną. Oczywiś­cie, moż­na za­ini­cjo­wać roz­mo­wę z oso­bą po­ten­cjal­nie nie­dos­tęp­ną w na­dziei, że się je­dy­nie ukry­wa. Likwidu­je to jed­nak jed­ną z naj­waż­niej­szych cech ko­mu­ni­ka­to­rów inter­ne­to­wych: moż­li­wość stwier­dze­nia, czy da­na oso­ba jest w sta­nie od­po­wie­dzieć na na­sze py­ta­nie. Jeżeli ma się do ko­goś waż­ną spra­wę, ko­niecz­ną do roz­pa­trze­nia w cią­gu kil­ku mi­nut, chce się na­tych­miast wie­dzieć, czy w ogó­le war­to tra­cić czas na pró­bę kon­tak­tu — ina­czej roz­mo­wa za­mie­nia się w ciąg­ną­cy się cza­sem przez kil­ka­dzie­siąt mi­nut cykl py­tań i od­po­wie­dzi „jes­teś?” — „jes­tem”.

Dobry ko­mu­ni­ka­tor inter­ne­to­wy po­wi­nien być wed­ług mnie po­zba­wio­ny moż­li­woś­ci „ukry­wa­nia się”. Szczerze mó­wiąc, rów­nież wy­bór po­mię­dzy sta­nem peł­nej do­stęp­noś­ci i chwi­lo­wej nie­do­stęp­no­ści po­wi­nien być auto­ma­tycz­ny: w mo­men­cie za­blo­ko­wa­nia pul­pi­tu lub uru­cho­mie­nia się wy­ga­sza­cza ekra­nu ko­mu­ni­ka­tor prze­cho­dził­by w stan „nie­obec­ny”. Tak na­praw­dę po­trzeb­ny jest tyl­ko je­den przy­cisk, umoż­li­wia­ją­cy użyt­kow­ni­ko­wi wska­za­nie, że jest za­ję­ty i nie ży­czy so­bie nie­po­trzeb­nych roz­mów.

Ktoś, kto ko­rzys­ta z funk­cji ko­mu­ni­ka­to­ra umoż­li­wia­ją­cej ukry­cie swo­je­go sta­nu przy­po­mi­na użyt­kow­ni­ka te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go, któ­ry włą­cza urzą­dze­nie tyl­ko wte­dy, gdy chce do ko­goś za­dzwo­nić lub ocze­ku­je kon­tak­tu, póź­niej jed­nak jak naj­szyb­ciej znów je wy­łą­cza­jąc, by przy­pad­kiem ktoś nie­ocze­ki­wa­ny nie do­dzwo­nił się. To mo­że być do­bra tak­ty­ka, je­że­li sto­su­je ją jed­na oso­ba, gdy jed­nak sta­je się po­wszech­nym zwy­cza­jem, nisz­czy uży­tecz­ność ca­łe­go środ­ka ko­mu­ni­kac­ji.

Komentarzy: 8   Ostatni dodany 2010-08-21 o 12:53 przez: 
Kanał RSS mu­si być aktua­li­zo­wa­ny na bie­żą­co
Blog  2010-08-16 21:21  Blog, Internet, Media, Naprawianie świata, Tworzenie stron WWW

Jedną z po­waż­niej­szych zmian w spo­so­bie roz­pow­szech­nia­nia in­for­mac­ji w sie­ci WWW by­ło wpro­wa­dze­nie ka­na­łów RSS. Dzięki re­zyg­na­cji z do­wol­noś­ci for­my oraz na­rzu­ce­niu sztyw­ne­go po­dzia­łu ka­na­łu in­for­ma­cyj­ne­go na wia­do­moś­ci wy­po­sa­żo­ne w po­la o ściś­le okreś­lo­nym zna­cze­niu, moż­li­we sta­ło się oder­wa­nie in­for­mac­ji od ich źród­ła i prze­twa­rza­nie ich w czys­tej for­mie w do­wol­ny spo­sób.

Dobry czyt­nik RSS mo­że oszczę­dzić ak­tyw­ne­mu in­ter­nau­cie na­praw­dę wie­le cza­su. Wykrywa­nie publi­kac­ji no­wych in­for­mac­ji po­zwa­la za­pom­nieć o re­gu­lar­nym od­wie­dza­niu ser­wi­su WWW tyl­ko w ce­lu zerk­nię­cia, czy też nie po­ja­wi­ło się w nim coś no­we­go. Nadawa­nie ety­kiet umoż­li­wia two­rze­nie list wia­do­moś­ci prze­zna­czo­nych do póź­niej­szej ana­li­zy lub obrób­ki. Wirtualne fol­de­ry po­zwa­la­ją auto­ma­tycz­nie wy­szu­ki­wać i ka­ta­lo­go­wać wpi­sy speł­nia­ją­ce okreś­lo­ne kry­te­ria.

By to wszyst­ko jed­nak spraw­nie dzia­ła­ło, twór­cy ser­wi­sów WWW mu­szą za­pew­nić na­tych­mias­to­wą i re­gu­lar­ną aktu­ali­za­cję ka­na­łów in­for­ma­cyj­nych. Wiadomość publi­ko­wa­na na stro­nach ser­wi­su mu­si zo­stać uwzględ­nio­na w ka­na­le RSS naj­póź­niej po kil­ku mi­nu­tach — tak, by czyt­ni­ki re­gu­lar­nie od­py­tu­ją­ce ka­nał na­tych­miast mog­ły po­brać no­wy wpis i po­in­for­mo­wać czy­tel­ni­ka o po­ja­wie­niu się go.

Tymcza­sem ist­nie­je cał­kiem spo­ro ka­na­łów RSS aktua­li­zo­wa­nych z du­żym opóź­nie­niem lub tyl­ko kil­ka ra­zy dzien­nie. Rozumiem do­sko­na­le, że tak rzad­ka aktu­ali­zac­ja po­zwa­la sil­niej bu­fo­ro­wać da­ne i przez więk­szość cza­su ser­wo­wać sta­tycz­ny plik XML, co zna­czą­co zmniej­sza ob­cią­że­nie ser­we­rów ob­słu­gu­ją­cych po­pu­lar­ne ser­wi­sy in­for­ma­cyj­ne. Gdy jed­nak po ca­łym dniu ci­szy nag­le w czyt­ni­ku RSS po­ja­wia się dwa­dzieś­cia wpi­sów, użyt­kow­ni­ka na­cho­dzą wąt­pli­wo­ści, czy ko­rzys­ta­nie ze spe­cja­li­zo­wa­ne­go pro­gra­mu – nie­za­leż­nie od moż­li­woś­ci obrób­ki da­nych, któ­ry­mi on dys­po­nu­je – w ogó­le się opła­ca, sko­ro „prób­ku­jąc” stro­nę WWW ser­wi­su moż­na otrzy­mać bar­dziej świe­że wia­do­moś­ci.

Apeluję za­tem do ad­mi­ni­stra­to­rów ser­wi­sów in­for­ma­cyj­nych, by za­pew­ni­li jak naj­częst­sze aktu­ali­za­cje ka­na­łów RSS. Owszem, zwięk­szy to ob­cią­że­nie ser­we­rów — mniej jed­nak, niż ciąg­łe od­świe­ża­nie stro­ny głów­nej przez czy­tel­ni­ków.

Komentarzy: 1   Ostatni dodany 2010-08-16 o 22:22 przez: 
Najnowsze informacje
+ Zgłoś własny pomysł na wpis blogu lub artykuł
Filtr
Pięć najnowszych artykułów