Książki: szybciej, lecz czasem gorzej

Liczba odsłon: 8

Informatyzacja procesu składu książek zaowocowała znacznym zmniejszeniem nakładu pracy potrzebnej do rozpoczęcia druku oraz skróceniem cyklu wydawniczego. Wydawałoby się również, że powinna przynieść wzrost jakości książek, gdyż zamiast „odwalającego dniówkę” zecera składem mógł zacząć zajmować się artysta-grafik, pracujący w ciszy swojego biura.

I faktycznie, składanie książek jest w tej chwili bajecznie proste, każdy może zlecić wydruk swojego dzieła, a nawet niezbyt zaawansowany „drukarz” uzyska całkiem niezłe rezultaty.

Komputerowy skład przyniósł jednak ze sobą nowe problemy, wynikające z niedoskonałości oprogramowania. Przede wszystkim ciągła niechęć do Unikodu powoduje problemy ze znakami z obcych alfabetów i już kilkukrotnie natknąłem się w książkach na pomyłki wynikające z użycia złej strony kodowej. Pół biedy, gdy są one są efektem przeoczenia korekty i występują okazjonalnie, lecz jeśli w całej książce jeden obcy symbol zamieni się innym, problem staje się poważny.

Kolejnym niedociągnięciem jest brak prawidłowej kontroli wiszących łączników i dzielenia wyrazów. Do codzienności należą kwiatki w rodzaju samodzielnych „i” wiszących na końcu wiersza lub krótkich „lecz” rozpoczynających zdanie kontynuowane dopiero w kolejnym wierszu tekstu. Spotkałem się też z książką, w której nagminnie dzielenia wyrazów występowały w środku wiersza sugerując, że zostały zrealizowane po prostu jako ręcznie wstawione myślniki, podczas gdy funkcję automatycznego dzielenia wyrazów zgodnie z regułami języka powinien oferować pakiet DTP.

Warto dodać, że powyższe problemy dotykają też – często w jeszcze szerszym zakresie – stron WWW, nawet tych bardzo poważanych. Czasem mam wrażenie, że mój serwis WWW jest jednym z niewielu, w których stosuje się pauzy i półpauzy, twarde spacje trzymające łączniki we właściwych miejscach i Unikod gwarantujący prawidłowe wyświetlanie milionów znaków wszystkich alfabetów świata.